Wydarli zwycięstwo w końcówce meczu (bramki i wypowiedzi)

BSF ABJ Bochnia wygrał piąty, kolejny mecz w tym sezonie i jest niekwestionowanym liderem rozgrywek I ligi, grupy południowej. 

W Siemianowicach Śląskich futsal powoli się odbudowuje, klub wydostał się z II ligi po barażach, zmontował solidny skład i choć w okrojonym zestawieniu stawił się w Bochni, to pokazał, że stać go na wiele. - Na dziś bocheński zespół jest lepszy od nas, ale my mamy czas. Marzy się nam znów ekstraklasa w Siemianowicach Śląskich, bo mamy niezły zespół, nową halę, wiernych kibiców, ale póki co musimy się ogrywać. Byliśmy blisko sprawienia niespodzianki, niemniej nie mogę powiedzieć, że gospodarze wygrali szczęśliwie. Byli lepsi i zasłużyli na trzy punkty - mówił po meczu trener FC Silesia Box Łukasz Jagiełło.

Po ostatnich wysokich zwycięstwach kibice przybyli do bocheńskiej hali, by zobaczyć kolejny bramkowy festiwal. Takowego nie było, za to emocji aż nadto. Goście zastosowali wybitnie defensywną taktykę i mając w składzie rutynowanego Damiana Wojtasa (zagrał pełne 40 minut!) realizowali ją bez zarzutu. Oczywiście gospodarze mieli przewagę, grali efektownie, ale zmuszani byli umiejętnie niemal wyłącznie do operowania piłką po obwodzie, zaś gdy już udało się im wypracować pozycję strzelecką fantastycznie interweniował bramkarz Patryk Puzio. Doprowadzał on do szaleństwa zwłaszcza Cabalcetę, który starał się na różne sposoby, ale za każdym razem górą był były bramkarz m,in. Cleareksu Chorzów. Goście atakowali rzadko, ale w końcu dopięli swego, gdy Sławomir Pękala zaskoczył z bliska Kacpra Burzeja. Ten ostatni skapitulował po 157 minutach bez straty gola. Taki obrót sprawy wprowadził we wściekłość gospodarzy i natychmiast udało im się wypracować sytuacje, po której Piotr Matras wpadł z piłkę w pole karne rywala i nie dał bramkarzowi żadnych szans. 

Druga połowa była dla gości trudną walką z czasem. Opuszczały ich siły, a BSF ABJ podkręcał tempo. Ilość zmarnowanych okazji przez miejscowych była ogromna, niemniej wciąż utrzymywał się remis. Wojtas kierował defensywą i zapisać mógł dwie asysty, kiedy tylko dzięki Burzejowi BSF nie stracił gola. W końcu nadeszła 36 minuta gry, gdy Cabalceta postawił wszystko na jedną kartę i wykorzystując swoją siłę agresywnie wdarł się w pole karne, minął obrońcę i bramkarza, po czym z kąta posłał piłkę do bramki. Teraz zaatakować musiała Silesia Box, która wycofała bramkarza i wypracowała świetną okazję. Burzej obronił strzał z bliskiej odległości, poradził sobie także z dobitką i jednocześnie zainicjował kontrę, którą wykończył strzałem do pustej bramki Konrad Łękawa. Goście uznali, że są na deskach i mecz spokojnie dobiegł końca.