Trener Marcin Waniczek: Chcemy się rozwijać i być coraz lepsi, ale na to potrzeba czasu.

Autor: Mateusz Filipek

69132072 2215012341958367 1005006516014546944 n

- W pierwszych pięciu meczach sezonu prowadzony przez Pana BSF zdobył dziewięć punktów. Czy przed startem rozgrywek wziąłby Pan taki dorobek "w ciemno"? Czy jest Pan z niego zadowolony?

- Myślę, że tak. Moim zdaniem drużyna zasłużyła na te dziewięć punktów. Początek rundy był ciężki, ale terminarz ułożył się tak, że trafiliśmy na bardzo wymagających przeciwników, którzy mogą liczyć się w walce o awans. Choć przegraliśmy pierwsze dwa spotkania, to moim zdaniem już w nich pokazaliśmy, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Teraz musimy być czujni i dalej punktować, żeby móc w dalszej części sezonu skupić się nie tylko na powiększaniu naszego dorobku, ale przede wszystkim na rozwijaniu umiejętności. Jeśli teraz uda nam się zdobyć przewagę, to potem będziemy mieć większą swobodę.

- Który z dotychczasowych meczów oceniłby Pan jako najlepszy, a który jako najsłabszy w wykonaniu zespołu? 

- Trudno zdecydowanie wskazać, ale moim zdaniem bardzo dobrze zaprezentowaliśmy się w pierwszej połowie meczu 1. kolejki, gdy mierzyliśmy się z Gredarem. Przeciwnik był wymagający, ale zdominowaliśmy go w tym okresie. Mam nadzieję, że najlepsze spotkania mamy wciąż przed sobą. Jeśli chodzi o najgorsze występy, to moim zdaniem nie było meczu, który moglibyśmy ocenić jako zły w naszym wykonaniu. Niestety spodziewam się, że w pewnym momencie przyjdzie kryzys motoryczny, bo na dziś zawodnicy znajdują się na etapie adaptacji do wysiłku. Intensywność treningów spowoduje, że pojawią się na pewnym etapie sezonu oznaki zmęczenia i wtedy możemy słabiej prezentować się w meczach. To będzie prawdziwe wyzwanie, ale mam nadzieję, że wtedy również będziemy w stanie zdobywać punkty.

- W meczach wyjazdowych z udziałem BSF-u padało dotychczas znacznie więcej goli niż w domowych (średnia 9,5 gola w meczach wjazdowych i 4,67 w domowych). To przypadek, czy jest jednak jakiś konkretny powód, przez który statystyki wyglądają właśnie tak? 

- Myślę, że przeciwnicy, którzy przyjechali do nas na ostatnie dwa spotkania, czyli Profi Sport Wrocław i AZS UMCS Lublin, skupili się przede wszystkim na obronie dostępu do własnej bramki, więc siłą rzeczy trudniej się atakowało obu zespołom i stąd mała ilość bramek. W tych meczach prowadziliśmy grę w ataku pozycyjnym. Dobrze nam to wychodziło, co jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem, bo to jeden z najtrudniejszych elementów do przećwiczenia.

- Które elementy gry drużyna musi poprawić jeszcze w największym stopniu?

- Cały czas borykamy się z niecierpliwością zawodników. Często od razu chcieliby rzucić się do ataku i zdobyć gola, albo odebrać piłkę. To świetnie, ale w sporcie zespołowym wszystko musi być skoordynowane, żeby przyniosło pozytywny efekt. Konsekwencja i cierpliwość przychodzi z doświadczeniem. Kiedy się ogramy, to będziemy na pewno lepszym zespołem. Musimy pracować nad wszystkimi elementami. Na pewno możemy lepiej prezentować się w defensywie i z pewnością musimy pracować nad skutecznością.

- W poprzednich latach kibice przyzwyczaili się do tego, że na pozycji bramkarza Krystian Jaszczyński i Jakub Smoleń grali często po połowie meczu i trudno było wskazać pierwszego bramkarza. W tym sezonie najpierw grał Jakub, ale od 3. kolejki bronił Krystian. Czy na ten moment to on wygrał rywalizację o miejsce w podstawowym składzie?

- Uważam, że w futsalu nie można mówić o pierwszym i rezerwowym bramkarzu. Każdy ma swoje specyficzne umiejętności i warunki fizyczne, które mogą być przydatne w danym spotkaniu. Na razie podejmowałem takie decyzje, ale nie wiem teraz, jak będzie w przyszłości. Moim zdaniem trener nie powinien z góry określać, kto jest pierwszym bramkarzem, a kto rezerwowym. Każdy musi być gotowy, bo nie wiadomo, na jaki styl gry się nastawimy. Ostatnio grał Krystian, ponieważ potrafi dobrze wprowadzać piłkę do gry, a tego właśnie potrzebowaliśmy w tych spotkaniach. Kuba musi nad tym jeszcze popracować. Nie wiem jeszcze, jaką decyzję podejmę przed następnymi meczami. Każdy musi być gotowy. Mocno trenuje z nami także Paweł Pstrusiński i on także w przyszłości może otrzymać swoją szansę. Nie chcę robić niczego sztucznie określając z góry, kto i jak długo zagra w danym meczu.

- Wszystko wskazuje na to, że z gry na jakiś czas wypadnie Łukasz Piech. Czy jego brak może wpłynąć negatywnie na siłę zespołu?

- Łukasz jest ważnym elementem drużyny ze względu na umiejętność gry lewą nogą. Mamy jednak kadrę, w której znajduje się wielu utalentowanych zawodników. Dostępny będzie teraz Piotr Matras, który dobrze zaprezentował sie w meczu z Siemianowicami, a trzeba też zwrócić uwagę na to, że w ostatnim spotkaniu dobrą zmianę dał Miłosz Mochel. Po to trenujemy, żeby zespół nie był uzależniony od dyspozycji kilku zawodników.

- Jaka zdobycz zadowoli Pana w nadchodzących meczach z Heiro Rzeszów, Górnikiem Polkowice i Sośnicą Gliwice?

- Trudno powiedzieć. W I lidze wielu zawodników łączy futsal z grą w piłkę nożną, więc nie wiadomo, jak mocne będą teraz te zespoły. My mamy ten komfort, za co bardzo dziękuję zarządowi, że oprócz jednego zawodnika wszyscy skupiają się przede wszystkim na futsalu. Drużyny, z którymi będziemy teraz rywalizować mają w kadrze piłkarzy, którzy grają również na trawie, więc z jednej strony mogą podnieść jakość ich gry, ale z drugiej mogą nie być jeszcze tak zgrani z zespołem. Inną sprawą jest to, że w którymś momencie na pewno nadejdzie kryzys fizyczny, o czym już mówiłem. Organizmy zawodników muszą się przystosować do wzmożonego wysiłku. Jeśli nie przejdziemy teraz tego procesu, to będziemy w tej lidze zwykłym, przeciętnym zespołem. My chcemy się rozwijać i być coraz lepsi, ale na to potrzeba czasu.