In memoriam
Antun Bačić 1990–2025
Mija rok, odkąd nie ma z nami Toniego. Wciąż doskonale pamiętamy tamten dzień — późne popołudnie i noc. Minuta po minucie, z najdrobniejszymi szczegółami. Zimno, cisza przerywana nieustającym dźwiękiem dzwoniących telefonów. Rozmowy najtrudniejsze na świecie. Ból i niedowierzanie. Poranek był nieznośny, przeszyty natarczywą myślą, że może to wszystko było tylko złym snem.
Toni nie był tylko trenerem. Był naszym przyjacielem, dobrym duchem, charyzmatycznym człowiekiem. Jego optymizm i luz pomagały łapać dystans każdego dnia. Miał niespotykaną zdolność zatrzymania się na chwilę — pobycia samemu ze sobą, wypicia kawy. „Easy, easy, relax… wszystko dobre, może być.” Pamiętamy ten jego „Balkan lifestyle”, który próbował przeszczepić na siermiężny, polski grunt.
Luty 2025 był koszmarem. Czasem niepewności i działania na autopilocie. Żegnaliśmy Toniego, nie wierząc, że to dzieje się naprawdę. Setki razy analizowaliśmy wszystko — co się stało, jak do tego doszło, dlaczego on? Tysiące pytań bez odpowiedzi.
Układaliśmy wszystko na nowo. To było jak sklejanie potłuczonego szkła. Każdy krok wykonywaliśmy z szacunkiem i pamięcią o Tonim. Działając, nieustannie zadawaliśmy sobie pytanie: Jak Ty byś to zrobił, Toni?
Toni pozostanie na zawsze w naszej pamięci, mimo że świat kręci się już bez niego. Nie ma go tu fizycznie, ale tak naprawdę jest z nami cały czas — w naszych myślach, wspomnieniach, słowach i gestach, na treningach i podczas meczów.
Jesteśmy wdzięczni za wspólny czas — każdy dzień, każdy trening, za możliwości i wiarę w moc zespołu, którą Toni w nas zaszczepił, budując i wzmacniając naszą drużynę. Pracujemy dalej, niosąc w sobie tę energię, którą nam zostawił. Nie zatrzymujemy się. Wciąż mamy wiele do zrobienia.
RIP Toni.