Nieudany zajączek w stolicy

2 miesiące temu | 31.03.2024, 10:04
Nieudany zajączek w stolicy

Niestety, naszym futsalistom nie udało się sprawić sobie oraz kibicom udanego wielkanocnego prezentu. Bochnianie w Wielką Sobotę na wyjeździe ulegli bowiem Legii Warszawa 4:1. O wyniku w głównej mierze zadecydowała pierwsza połowa, po której BSF przegrywał 0:3 i pomimo wszelkich nie zdołał odrobić tej straty.  

Scenariusz jak z koszmarów zdawał się układać dla bochnian od pierwszych minut na warszawskim parkiecie. Miejscowi bowiem przytłoczyli słabiej dysponowanych początkowo rywali, czego efektów nie trzeba było długo wyczekiwać. Już w 3.minucie godnym podziwu rajdem z okolic własnej połowy popisał się Andre Luiz, który minął dwóch przeciwników i w tempo nagrał do Sergio Montero, a ten, sprzed pola karnego, wyprowadził warszawian na prowadzenie. Dwie minuty później na listę strzelców wpisał się asystent przy premierowym golu. Luiz wykorzystał wyłom w bocheńśkiej defensywie i tam poprowadził swój atak, a choć Kevin Kollar pierwszą próbę odbił, to przy dobitce z bliska był już bez szans. W 13.minucie Legioniści uderzyli po raz trzeci – po zagraniu z rzutu rożnego bombę z dystansu posłał Michał Klaus, umieszczając futsalówkę pod poprzeczką i doprowadzając do rezultatu 3:0, z którym obie drużyny schodziły na przerwę.

Fatalnie jak dotąd układał się dla przyjezdnych mecz, którzy jednak broni składać nie zamierzali. Sygnał do ataku po czterech minutach drugiej połowy dał nasz kapitan Sebastian Leszczak. Wykorzystał on asystę Łukasza Biela po przechwycie w środkowej strefie boiska i w sytuacji sam na sam z zimną krwią umieścił piłkę w siatce.

Podopiecznym Antuna Bacicia marzyła się powtórka ze spotkań z Piastem czy Constractem, kiedy to w heroiczny sposób odrabiali podobne straty, dlatego też w kolejnych minutach rzucili wszystko na jedną kartę. Wycofawszy bramkarza i zamykając rywali na własnej połowie, raz po raz kreowali sobie klarowne sytuacje. Zdawało się, że upragniony przełom nadejdzie lada moment…

Opatrzność boska tego dnia była jednak po stronie gospodarzy, konkretnie w rękach ich bramkarza. Tomasz Warszawski w znany tylko sobie sposób zatrzymywał kolejne strzały, doprowadzając gości do rozpaczy. Minuty upływały, a upragnione trafienia nie przychodziły. A w 36.minucie Legia wyszła z kontratakiem, który pozbawił gości złudzeń.

Ponownie bohaterem warszawian okazał się Luiz, który wyłuskał atakującym piłkę i pomknął z nią w kierunku pustej bramki. Brazylijczyk przy finalizacji nie pomylił się i tym samym ustalił wynik na 4:1.

Na 20 sekund do końca na parkiecie rozegrały się nieprzyjemne sceny. Po krótkiej wymianie zdań niczym bokserzy do gardeł skoczyli sobie Sergio Montero i Pedro Pereira. Po opanowaniu zamieszania arbiter wyciągnął konsekwencje, karząc obu graczy czerwoną kartką. Chwilę potem syrena obwieściła koniec tego, jakże nieszczęśliwego dla bochnian, meczu, którzy na święta do domu wracali tym razem bez punktów.

 

Udostępnij