Wielki dzień, wielkie zwycięstwo

2 tygodnie temu | 25.03.2024, 17:12
Wielki dzień, wielkie zwycięstwo

To jeden z tych dni, które zapisuje się w annałach nie tylko bocheńskiego, ale i całego polskiego futsalu. Bo na co dzień nie zdarza się, aby jedna z najznakomitszych marek w naszym kraju, Rekord Bielsko-Biała, przegrał z kimś aż… 7:2. Tej sztuki dokonał w weekend BSF, ogrywając w świetnym stylu uznanego przeciwnika i żegnając sezon zasadniczy na własnym parkiecie.

Od pierwszych minut na parkiecie toczyło się wyrównane widowisko. W przeciwieństwie do ostatnich, boleśnie wspominanych potyczek z bielszczanami, BSF nawiązał walkę z przeciwnikiem i stworzył niełatwe warunki do gry. Po czasie solidna postawa gospodarzy zaowocowała, albowiem w 12.minucie wprawili trybuny w euforię. Świetnie wówczas zachował się ledwie 18-letni Wojciech Doroszkiewicz, niczym Virgil Van Dijk wyłuskując piłkę wyprowadzającemu ją na połowie bramkarzowi przyjezdnych. Następnie futsalówka wylądowała u stóp Pedro Pereiry, który co sił w nogach pognał przed siebie i wprowadził do pustej bramki.

Nie minęło kilkadziesiąt sekund, a bochnianie wyprowadzili kolejny cios. Ponownie walny udział przy golu miał Pereira – Brazylijczyk w zapoczątkowanym przez Łukasza Biela kontrataku w mig wyłożył piłkę Kamilowi Surmiakowi, który z bliskiej odległości pewnie podwyższył wynik. Hala widowiskowo-sportowa po pierwszej połowie była w skowronkach, a oglądanie gry miejscowych stanowiło istną przyjemność. A po przerwie miało być jeszcze lepiej…

Od wznowienia gry sytuacja bielskiego zespołu stawała się coraz trudniejsza, gdyż w krótkim odstępie bochnianie dwukrotnie zmusili Krzysztofa Iwanka do kapitulacji. W 22.minucie Minor Cabalceta popisał się fantastycznym rajdem, przemykając mijając obronę Rekordu i dobiegając aż pod samo pole karne, skąd celnie przymierzył pod poprzeczkę. Trzy minuty potem nasz kostarykański golleador po kontrze asystował Pereirze, który z niewielkiej odległości skompletował dublet.

W tym wypadku Rekord nie mógł już kalkulować i wycofawszy bramkarza, rzucił się do ataku. Goście, korzystając z jakości swoich zawodników, co chwila kreowali dogodne sytuacje, które były o włos od powodzenia. O włos, bo pomiędzy słupkami brylował Kevin Kollar. Rozgrywający swoje 50.spotkanie w bocheńskich barwach Słowak popisywał się fenomenalnymi robinsonadami, doprowadzając do rozpaczy bezskutecznych napastników. Solidnie prezentowała się również obrona, czyhająca na błędy rywali i bezlitośnie ich za to karcąca.

W 27.minucie strzałem przez całe boisko do pustej bramki na listę strzelców wpisał się Wojciech Przybył, pięć minut później sztukę tą powtórzył Arkadiusz Budzyn. Jubileusz golem postanowił uczcić także Kollar. Nasz golkiper w 34.minucie wyczuł moment i w swoim stylu po raz kolejny w tej kampanii cieszył się z trafienia. Gości stać było jedynie na dwie honorowe bramki, autorstwa Matheusa Fereiry i Stefana Rakicia.

Wielkiego zwycięstwa bochnianom nic nie było w stanie odebrać. Sukces ten był wielowymiarowy – skończył on trwającą od października serię Rekordu bez porażki, sprawił również, że po 27 seriach gier plasujemy się na czwartej lokacie w tabeli. Dzięki niemu w rundzie wiosennej w spotkaniach z „Wielką trójką” zdobyliśmy 7 punktów na 9 możliwych… Cóź, pozostaje życzyć sobie takiej dyspozycji w play-offach. Przedtem jednak trzy ostatnie spotkania wyjazdowych, w których podopieczni Antuna Bacicia powalczą o jak najlepsze rozstawienie na decydujący etap sezonu.

 

Udostępnij